<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1901304882197845002</id><updated>2011-10-29T06:00:56.266+02:00</updated><title type='text'>Canducus</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mesive.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mesive.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>mesive</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02154217181241480070</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>4</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1901304882197845002.post-3990846313478058993</id><published>2011-01-28T17:39:00.000+01:00</published><updated>2011-01-28T17:40:29.040+01:00</updated><title type='text'>Rozdział I cz.1</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;Szli przez ciemne korytarze wypełniając rutynowy obowiązek patrolu jaskiń. Zajęcie było niezwykle nużące, lecz potrzebne dla zachowania poczucia bezpieczeństwa mieszkańców Podziemi. Korytarze zdawały się nie mieć końca. Zakręcały, zawracały, łączyły się i rozdzielały, powodując zaburzenia orientacji nawet doświadczonego zwiadowcy. Praktycznie rzecz biorąc był to cel, dla jakiego zostały stworzone, choć tylko jedna osoba o tym wiedziała. Mijali pola stalagmitów, wyrastających z dna jaskini niby grzyby na farmie niedaleko miasta. Przechodzili pod zwisającymi z sufitu stalaktytami płaczącymi skroploną parą. Wspinali się na wysoko położone półki skalne, tylko po to by kilkanaście stóp dalej zejść znowu niżej, raniąc dłonie o ostre krawędzie skał. Tak wyglądało życie żołnierzy w szeregach drowów. Co najgorsze - tak &lt;i style="mso-bidi-font-style:normal"&gt;niezmiennie&lt;/i&gt; wyglądało ich życie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Niejednokrotnie dwójka patrolujących modliła się do Duchów Ziemi o zesłanie chociażby goblina, co mogło dostarczyć im jakiegoś zajęcia i przerwać jednostajny marsz przez nigdy niekończące się korytarze. Nie śmieli przecież marzyć o bardziej wyrafinowanym wrogu – taki „gość” z pewnością doprowadziłby ich do ekstazy. Nie były to prośby o cud, wszakże czasami humanoidy błąkały się po ich terenie. Nie mogły przyjść od strony Puszczy, nic nie mogło stamtąd przyjść, więc pewnie dostawały się tu tylnim wejściem. Tamto z kolei leżało zbyt daleko od miasta drowów, aby go pilnować. Zresztą nie był to ani rejon patrolujących zwiadowców, ani ich problem. Z tamtej strony nie zagrażało miastu nic poważnego, a że czasem pojedyncze potwory znajdą drogę w jego pobliże… no cóż, przynajmniej nie co dzień sprawdzanie Podziemi było tak monotonną czynnością.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Miarowy krok czworga stóp odbijał się echem od niskiego sklepienia niekończącego się korytarza. Ściany oświetlane były przez rubinowe światło, wydobywające się z krótkiego walca trzymanego przez starszego z mrocznych elfów - generała. Niejednokrotnie dziękował on w duchu kamieniarzowi drowów – Alvusowi, za wynalezienie magicznych lamp. Nie wyobrażał sobie, jak by to miało wyglądać, gdyby musieli podróżować z pochodniami. Nie dość, że nie wystarczały one na długo, to jeszcze przeszkadzały, gdy spotykali wroga. Lampę natomiast można było położyć na dnie korytarza lub wbić w piasek, jeśli takowy zebrał się w jakimś zagłębieniu, i eliminować rozpoznane zagrożenie. W najgorszym wypadku, gdy w czasie walki drowy były zmuszone wyjść poza obręb purpurowego światła, pozostawał im jeszcze wspaniale przystosowany do ciemności wzrok. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;Tuż za generałem podążał kapitan. Przyjaźń, która łączyła ich od lat, rzadko była spotykana wśród przedstawicieli rasy mrocznych elfów. Stworzenia te, zmuszone do życia w jaskini, pod tonami ziemi i skał, zazwyczaj nie pałały humorem i łatwo wpadały w depresję. Nawet ciała drowów bardziej przypominały zjawy niż żywe istoty. Ich wielkie, czarne źrenice kontrastowały z ziemistym odcieniem skóry. Upiornego wyglądu dopełniały długie, białe włosy, które prostymi kosmykami opadały na szczupłe ramiona, a także pociągła twarz z wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;Dwójka żołnierzy znalazła się teraz w niewielkiej, jeśli chodzi o powierzchnię, lecz wysokiej jaskini, której sufit porastały maleńkie stalaktyty.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Może wrócimy już do miasta? – spytał nieśmiało kapitan drowów, przerywając ciszę zalegającą od ponad dwóch godzin.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Layn! – oburzył się lekko generał. – Co miesiąc robimy obchód korytarzy, a tobie mimo to przychodzą takie myśli do głowy?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Właśnie dlatego przychodzą, a nie „mimo to” – wytłumaczył się Layn. – Przecież tu i tak niczego nie ma…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Jeśli kiedyś zajmiesz moje miejsce, to będziesz na to patrzył z innej perspektywy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo mrocznych elfów.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Przecież my nie mamy ich przed czym chronić, Vexatusie – odparł kapitan.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Chronimy ich przed strachem – wytłumaczył generał zatrzymując się. – Niektórzy czują się o wiele lepiej, wiedząc, że dwóch najlepszych szermierzy, zamieszkujących Podziemia, czuwa nad ich spokojem. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Czyli równie dobrze możemy tu usiąść i coś przegryźć – uśmiechnął się Layn. Widząc jednak początek burzy w oczach przyjaciela dodał:- Już dobrze, wiem o co Ci chodzi. Prewencja ponad wszystko – odrzekł Layn odwracając się. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- A więc chodźmy – polecił Vexatus ruszając przed siebie. – Sprawdzimy jeszcze Wylot i wracamy do domu.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Jeśli coś tam znajdziemy, to klnę się na mój honor, że ogolę głowę… - rzucił kapitan z udawaną powagą podążając za swoim przełożonym.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Vexatus tylko zerknął na białe włosy Layna kończące się pod łopatkami. Wiedział, że taka obietnica nie ma sensu. Przez ostatnie kilka miesięcy nie znaleźli nawet zbłąkanej sarny uwięzionej między kratami Wylotu.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Zwierzęta się nie liczą – dodał znacząco kapitan, jakby czytając Vexatusowi w myślach.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Szli żwawszym krokiem podniesieni na duchu krótkim dialogiem. Wysoka jaskinia przeszła teraz w kręty korytarz ciągnący się aż do samego wejścia do Podziemi, zwanego Wylotem. Nie był on szeroki, więc nie musieli obawiać się, że zostaną zaatakowani z boku. Cała ich uwaga skupiona była na zalegającej przed nimi ciemności, z którą usilnie walczył rubinowy blask lampy. Korytarz był jednak zbyt długi, by rozproszyć ją całkowicie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;Nieco zawiedzeni, gdyż przed nimi pojawił się ostatni zakręt, zwolnili kroku. Nagle jednak z powodu głośnego huku stanęli jak wryci, a w ich dłoniach jednocześnie i prawie bezszelestnie pojawiła się ulubiona broń. Generał Vexatus mocno ściskał parę waki – jednosieczne ostrza o długości prawie półtora stopy i mistrzowsko wykonanych rękojeściach. Lampa natomiast od razu znalazła się u stóp, a Layn celował już ciężką kuszą w obszar przed nimi. Nieustraszeni żołnierze pomyśleli, że wejście zostało jakimś magicznym sposobem wysadzone lub ktoś zawalił kawał ściany. Vexatus schował jedno ostrze do pochwy i podniósł świecący walec wolną dłonią. Następnie dał znak towarzyszowi i oboje już po chwili, bardzo powoli, zbliżali się do zakrętu. Sunęli jak cienie przy ścianach, naprzeciwko siebie. Ich serca pompowały adrenalinę, oddechy stały się bardzo szybkie, ruchy zaś niezwykle energiczne. Już prawie zapomnieli, co to podniecenie przed walką. Prawie. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;Vexatus pierwszy wyjrzał zza zakrętu. Ku swemu zdziwieniu nie ujrzał wyłomu w ścianie ani uszkodzonej bramy, chroniącej wejścia od wieków. Zobaczył natomiast leżącego na ziemi, twarzą w dół, humanoida, wokół którego z wolna opadał pył. Istota nie wykazywała żadnych oznak życia.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Celuj w głowę – szepnął Vexatus do towarzysza.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Kusza Layna jak na komendę opadła o kilka cali. Obcy jednak nie zareagował na to w żaden sposób. Generał czując się nieco pewniej, z powodu bełtu mierzącego w nieznajomą postać, schował drugie waki i podszedł bliżej. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Jest nagi – stwierdził, po czym nieco obrócił humanoida, aby sprawdzić czy nie chowa pod sobą broni. – Chyba jesteśmy „bezpieczni”. Niczego nie ukrywa. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Layn na te słowa odłożył kuszę, lecz nie zawiesił jej na plecach. Vexatus przybliżył lampę do ciała, które znajdowało się tuż przy jego stopach. Ukląkł i przyjrzał się dokładnie na wpół żywej istocie, próbując określić rasę. Wyglądała jak człowiek, miała sięgające łopatek proste, kruczoczarne włosy i przypominała człowieka, ale generał miał niejasne przeczucie, że należy do innej rasy. Po chwili zauważył tatuaż nieznajomego, który bardzo go zainteresował. Rozciągał się od obojczyków aż do pośladków, a przedstawiał nic innego &lt;span style="color:black"&gt;jak olbrzymie, przypominające krucze, czarne jak noc skrzydła.&lt;/span&gt; Postać miała atletyczną sylwetkę i była mniej więcej wzrostu Vexatusa. Na linii między łopatkami nieznajomego, tuż powyżej miejsca, z którego wyrastały wytatuowane skrzydła, znajdowało się maleńkie czarne piórko. Należało prawdopodobnie do kruka, którego generał widział kiedyś w podręczniku „O &lt;i style="mso-bidi-font-style:normal"&gt;Świecie Poza&lt;/i&gt;”, ale żaden z dwojga Mrocznych nie miał pojęcia skąd mogło się tu wziąć. Ptaki szeroko omijały przecież ich terytorium. Jedynie kilka kuropatw można było spotkać tuż przy wylocie z jaskini, ale kruka nie widziano w pobliżu od stuleci. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;Vexatus podał świecący walec Laynowi i schował piórko do sakiewki. Wtedy dopiero spostrzegł, że zakrywało pewien odłamek metalu wbity w ciało nieprzytomnego. Ostrożnie go dotknął wyczuwając, że był niezwykle gładki i pulsował ciepłem. Przypomniał generałowi fragment legendy o Podziale. Czyżby to był… On? Pod wpływem impulsu chwycił za odłamek i pewnym ruchem wyciągnął z ciała. Nieznajomy cicho jęknął, lecz nie poruszył się. Vexatus przybliżył kawałek metalu do lampy i wyraźnie zobaczył, że jest to pięciokąt foremny. Czarny jak piórko, pod którym był ukryty. Lepił się do palców ociekając krwią. Drow zauważył w odłamku coś znajomego.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- „Pięć ramion, pięć części…” – szeptał generał.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- O co chodzi, Vexatusie? – spytał Layn zdziwiony zachowaniem dowódcy.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Podrzyj swój płaszcz i…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Słucham? – przerwał mu oburzony kapitan. – To mój ulubiony! – sprzeciwił się, odzyskując dobry humor.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- … podrzyj swój płaszcz i z jednej części sporządź dla niego – ruchem głowy wskazał leżącą postać - przepaskę na biodra, ma prawo do zachowania godności, a z drugiej zrób prowizoryczny bandaż i zatamuj krwawienie po tym odłamku.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Kim on jest, że tak się o niego troszczysz? Nie powinniśmy go związać, miast przyodziewać? – Kapitan odrzekł patetycznie. Nniespodziewane znalezienie tajemniczego humanoida wyraźnie wniosło Layna na szczyty dobrego nastroju.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt"&gt;- Powiem ci, jak się upewnię. Kiedy zrobisz już bandaże, pójdziesz po kije strażnicze do wylotu. Trzeba zrobić jakieś nosze. Nie sądzę, żeby był w stanie iść… - Generał nie podzielał jego nastawienia, jak zwykle zresztą.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Iść… dokąd? – zdziwił się Layn. – Zabieramy go z powrotem?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Vepracula musi opatrzyć jego ranę i sprawdzić stan kości. Zabierz się za ten opatrunek – traci wiele krwi!&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;Kapitan oddalił się nieco, aby wykonać rozkazy, przekazując lampę na powrót w posiadanie Vexatusa. Ciszę w korytarzu przerwał kaszel obcego. Nieznajomy z trudem odwrócił się na bok i spojrzał niezwykłymi oczami na generała. Były one jak otchłań, jak atramentowoczarna noc, jak smoła. Były &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal"&gt;całe&lt;/i&gt; czarne. Nie to, co oczy mrocznych elfów, których źrenice rozrosły się do tego stopnia, że tęczówki były prawie niezauważalne. Jego oczy nie posiadały białek. Generał zaniemówił na ten widok.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Pomóżcie mi – odezwał się typowo męskim głosem obcy. – Wszystko… boli, jakbym upadł… – mówił z trudem, ale bardzo wyraźnie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Nie zrobimy ci nic złego – rzekł przyjaznym tonem Vexatus.- Powiedz tylko jak się tu znalazłeś i kim jesteś?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Pamiętam… tylko… światło, które się… oddalało. – Obcy kaszlał coraz bardziej.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Jestem Vexatus, generał mrocznych elfów. A twoje imię to…?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Moje… imię? – Obcy ciężko dysząc przewrócił się na twarz i znieruchomiał.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;&lt;span lang="EN-US" style="mso-ansi-language:EN-US"&gt;- M-E-S-I-V-E. &lt;/span&gt;Mesive – powoli powiedział Layn, który wracał właśnie z opatrunkiem w dłoni.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Słucham? Skąd…? – zaniemówił Vexatus.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Ma tak wytatuowane na karku. Tutaj, spójrz – odpowiedział Layn, nachylając się nad nieznajomym i pokazując palcem czarny, wyraźny tatuaż na ciele nieznajomego, który wcześniej przykryty był splotem czarnych włosów.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Mesive…&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Mówi ci to coś?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Kiedyś obiło mi się o uszy. – Oczy Vexatusa na chwilę nabrały dziwnego wyrazu, jakby w rzeczywistości patrzył na coś odległego i dawno już przez innych zapomnianego, a nie na porośniętą mchem ścianę jaskini.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Ekhm… Vexatusie?&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="mso-tab-count:1"&gt;            &lt;/span&gt;- Tak… tak. Załóż mu ten opatrunek. – Vexatus oderwał się od wspomnień i oparł o ścianę. Miał przeczucie, że w jego poukładane życie właśnie wkraczało tornado. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1901304882197845002-3990846313478058993?l=mesive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mesive.blogspot.com/feeds/3990846313478058993/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1901304882197845002&amp;postID=3990846313478058993' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/3990846313478058993'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/3990846313478058993'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mesive.blogspot.com/2011/01/rozdzia-i-cz1.html' title='Rozdział I cz.1'/><author><name>mesive</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02154217181241480070</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1901304882197845002.post-4827043535499002985</id><published>2011-01-28T16:42:00.000+01:00</published><updated>2011-01-28T17:44:41.915+01:00</updated><title type='text'>3 lata później...</title><content type='html'>Minęły trzy lata odkąd założyłem tego bloga. Teraz już jestem biotechnologiem. Dalej mam ochotę pisać, a raczej znowu mam. W dalszym ciągu fantasy. To, co było napisane do tej pory poprawiłem kilka razy. Pomysły leżakują w mojej głowie niczym dobre wino. Co jakiś czas otwieram butelkę i publikuję nową część historii, która rozwija się wraz ze mną...&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zapraszam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1901304882197845002-4827043535499002985?l=mesive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mesive.blogspot.com/feeds/4827043535499002985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1901304882197845002&amp;postID=4827043535499002985' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/4827043535499002985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/4827043535499002985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mesive.blogspot.com/2011/01/3-lata-pozniej.html' title='3 lata później...'/><author><name>mesive</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02154217181241480070</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1901304882197845002.post-2360263907880519332</id><published>2008-01-31T18:59:00.000+01:00</published><updated>2008-01-31T19:04:45.871+01:00</updated><title type='text'>Canducus, prolog</title><content type='html'>&lt;span&gt;&lt;span&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Choć zły to znak,&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Jednak pokoju strzeże.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Z dalekiej przeszłości&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Swój początek bierze.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Gdy Vulneria stała&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Całością w przestrzeni.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Waśnie zrodziły&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Powstanie Cieni.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Pięć ramion, pięć części&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;W całości musi być.&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Światło wokoło przy ciemności,&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;By wszystko mogło żyć.”&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span&gt;Prolog&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span&gt;       Wielka światłość i wspaniałe poczucie bezpieczeństwa wokół. Lecz dlaczego jest jej coraz mniej? Oddala się i jakby niknie… Pozostaje w górze, więc to chyba ja spadam, ale dlaczego? Nie chcę! Nie mogę!! Pozwólcie mi wrócić! Zimno… Coraz zimniej. Już tylko niewielka kropka bieli została pośrodku morza ciemności. Strach wkrada się w moje serce – nieustępliwy i niepokonany. Towarzyszy mi jakiś dźwięk. Nie zwracałem na niego wcześniej uwagi. To jakby wiatr dął przez pióra… Skrzydła? Przecież tu nikogo nie ma… Czuję, że nabieram prędkości. Boję się. Bardzo się boję. Boję się, że mogę nie przeżyć upadku. Boję się, że…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1901304882197845002-2360263907880519332?l=mesive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mesive.blogspot.com/feeds/2360263907880519332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1901304882197845002&amp;postID=2360263907880519332' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/2360263907880519332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/2360263907880519332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mesive.blogspot.com/2008/01/canducus-prolog.html' title='Canducus, prolog'/><author><name>mesive</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02154217181241480070</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1901304882197845002.post-8147002113701146900</id><published>2008-01-31T18:45:00.000+01:00</published><updated>2008-02-01T23:23:30.707+01:00</updated><title type='text'>The beginning</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_gGjAh-ybCF8/R6IISAb2sFI/AAAAAAAAAA4/o6m25d-HrMo/s1600-h/Angel_and_Devil_tattoo.jpg"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_gGjAh-ybCF8/R6IISAb2sFI/AAAAAAAAAA4/o6m25d-HrMo/s320/Angel_and_Devil_tattoo.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161697228367507538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;Założyłem tego bloga po to, aby dzielić się z innymi efektami mojej pasji. Będę tutaj wklejał co jakiś czas kolejne fragmenty mojej twórczości. Będzie to proza, a dokładniej fantasy. Tekst nie będzie poprawiany przez osoby trzecie i tu moja prośba do drogich bloggerów - jeśli ktokolwiek zauważy jakikolwiek błąd, to proszę o nim wspomnieć w komentarzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę miłego czytania.&lt;br /&gt;Mesive&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1901304882197845002-8147002113701146900?l=mesive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mesive.blogspot.com/feeds/8147002113701146900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1901304882197845002&amp;postID=8147002113701146900' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/8147002113701146900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1901304882197845002/posts/default/8147002113701146900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mesive.blogspot.com/2008/01/beginning.html' title='The beginning'/><author><name>mesive</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02154217181241480070</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_gGjAh-ybCF8/R6IISAb2sFI/AAAAAAAAAA4/o6m25d-HrMo/s72-c/Angel_and_Devil_tattoo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
